Dlaczego mi się ciągle chce…

Słabo.Takie sobieŚrednieFajneSuper (10 votes, average: 4,00 out of 5)
Loading...

Nie tylko sama sobie zadaję to pytanie, ale wciąż słyszę je od innych.

Moi „cywilni” przyjaciele i znajomi od dawna zastanawiają się co ja jeszcze robię „w tym harcerstwie” i co ono takiego mi daje, że potrafię zrezygnować ze spotkań towarzyskich, przełożyć na inny termin jakieś artystyczne wydarzenie, jeśli zbiegnie się np. z terminem zbiórki, rozprawy harcerskiej, posiedzenia komendy, dyżuru w hufcu, spotkania Komisji Kształcenia i Stopni i Instruktorskich, zlotu Poczt Harcerskich, zjazdów, obchodów, czy jeszcze innej harcerskiej uroczystości.

Mój harcerski czas poniekąd minął i właściwie dzisiaj mogłabym „odcinać kupony”, jak to się popularnie mówi, od kapitału moich osiągnięć, dokonań i sukcesów. Na nic jednak nie zamieniłabym mojego dotychczasowego harcerstwa.

Zawód – harcerz? Nie, nic z tych rzeczy! Jestem nawet przeciwna takiemu traktowaniu harcerstwa i buntuję się, gdy ludzie swą przynależność do związku stawiają na najwyższym szczeblu w swoim życiu. Uważają, że harcerstwo ma zrekompensować ich braki i powetować niepowodzenia.

Ja sadzę, że harcerstwo ma dopełniać, a nie wypełniać nasze życie, ma wspierać a nie wypierać rzeczy najważniejsze, ma pomagać a nie przeszkadzać, ma pogłębiać zainteresowania i rozwijać umiejętności, ma wreszcie nas umocnić w wierze cokolwiek ona oznacza. Takie właśnie było i jest moje harcerstwo.

Chce mi się w nim być, bo:
– identyfikuję się z harcerskimi ideałami zawartymi w Prawie i Przyrzeczeniu. Przyłapuję się niejednokrotnie, że odwołuję się do harcerskiego dekalogu w chwilach wątpliwych
– szczególnie jest mi bliska idea braterstwa, która tak silnie funkcjonuje chyba tylko w harcerstwie
– harcerskie próby nauczyły mnie wytrwałości i wiary w siebie
– nie mogę zapomnieć tych chwil, w których na moje ręce składano przyrzeczenia harcerskie i zobowiązania instruktorskie
– głośno bijące serca zuchów podczas uroczystości składania Obietnicy Zucha przekonują, że dla takich chwil warto być instruktorką
– dumą napawają mnie wspaniałe dokonania innych harcerzy i instruktorów
– niezwykły nastrój harcerskich ognisk zostaje w pamięci i w sercu
– biegi, zwiady, rajdy, biwaki i obozy tworzą niepowtarzalny klimat przeżyć
– ciekawe i intrygujące nieraz gawędy, po których pozostały jakieś życiowe przesłania
– radość z udanych kolonii zuchowych i obozów
– pozytywny wpływ, jaki mogę mieć na innych
– mogę się samorealizować, robić w harcerstwie to, co lubię, co wyzwala moją aktywność i nie robiła bym tego gdzie indziej: w pracy, w domu, na imprezie towarzyskiej
– swoje marzenia mogę tutaj łatwo urzeczywistniać
– swoje pasje przekazywać innym
– chcę wiedzieć więcej, chcę widzieć, chcę być
– harcerska służba, czyli ta radość dawania swojej wiedzy, kompetencji, bezinteresowne działanie na rzecz innych
– niepowtarzalne i nigdzie indziej nie spotykane zwyczaje, tradycje, obrzędy
– czas, którego mam więcej, bo muszę go wykorzystać racjonalnie i efektywnie
– lubię cudowne wzruszenia
– mam ochotę do spontanicznego śmiechu, którego nie brakuje, tam gdzie harcerska brać.

Mogłabym jeszcze długo wypisywać powody, dla których mi się chce mieć entuzjazm, który nie wygasa, młodość której nie określa się wiekiem, przeżywać niekłamaną radość ze wspólnie osiągniętego zwycięstwa, z wdzięczności rodziców, których dzieci nie „skręciły” w niewłaściwym kierunku, bo znalazły druhnę, której zaufały…

Ciągle jeszcze czegoś chcę dla innych, ale także dla siebie, mam szczerą wolę… I niech ta moja wola posłuży innym za rację.

Parafrazując sentencję z „Wesela” S. Wyspiańskiego zakończę moje myśli wierszem: Dużo byśmy mogli mieć, byśmy tylko chcieli chcieć.

hm Ula Bugaj

Przeczytaj poprzednie wpisy dziale PUBLICYSTYKA:

K + M + B 2003, 23 stycznia 2003