Nie ma ludzi idealnych. Nawet najzdolniejszym i tym najlepszym potrzebna jest pomoc. Taką pomoc w drużynie zapewnia min przyboczny. W tym numerze chciałabym rozpatrzyć tę funkcję z innego punktu widzenia. Zaczęłam na nią patrzeć pod kontem pełnionych obowiązków i rozwoju (czyt. po przez zdobywanie stopni)
Kim właściwie jest przyboczny, jaka jest jego rola w drużynie ŕ krótko mówiąc – z czym to się je?
Tak naprawdę nigdzie nie pisze się o funkcji przybocznych. Drużynowi owszem, ale nie przyboczni. Dlaczego? Ano dobre pytanie. Przejrzałam wiele stron i wciąż natykałam się: „Przyboczny nosi zielony sznur spod ramienia”. I na tym zazwyczaj koniec. Jednak nagle doznałam olśnienia. Kiedyś trafiła w moje ręce pewna książka: Przewodnik dla przewodnika. Właśnie ona stała się dla mnie inspiracją do napisania tegoż artykułu. To na niej będę się opierała.
Zacznijmy od zadań przybocznego. Niestety nie da się jednoznacznie ich określić. I to jest jak najbardziej zrozumiałe i oczywiste. Zależy to od drużyny, od jej specjalności i wreszcie od danej osoby. Każdy z nas jest inny, ma inne zainteresowania, potrzeby…jednak można przyjąć pewne kryterium, które każdy spełniać powinien.
Przyboczny – jego zadaniem jest przede wszystkim pomoc drużynowemu w prowadzeniu drużyny i jest on niejako jego prawą ręką. Wchodzi on w skład Rady Drużyny.
W zależności od tego, w jakim wieku jest przyboczny, oraz ile czasu pełni swoją funkcję ,ma różny zakres obowiązków.
Na pewno osoba, która została dopiero mianowana rozkazem drużynowego nie będzie jeszcze prowadziła zbiórek, jakiś jej element – owszem, ale nie całą zbiórkę. Często do zadań przybocznego należy prowadzenie dokumentacji drużyny (książki pracy, inwentarzowej, kroniki itp.), wspieranie zastępowych. Dla mnie przyboczny jest takim pośrednikiem między drużynowym a członkami drużyny.
Na jakiej zasadzie wybiera się przybocznych?
Taka nie istnieje, przybocznym może zostać każdy – a nóż wkrótce zostaniesz nim TY (czytelniku) 😉 tak samo jak wieku nie można określić, chociaż podobno najlepiej jest, gdy jest to osoba starsza od pozostałych członków drużyny a nawet pełnoletnia. Często jest to osoba, która ma za sobą już jakieś doświadczenie harcerskie (raczej nie będzie to świeżo nabyty harcerz). Na pewno to nie może być osoba z przypadku. Powinna ona mieć dobry kontakt z drużyną i w pewien sposób wyróżniać się na jej tle, to pozwoli uniknąć np. pytań – a dlaczego on/ ona, a nie ja!
Ostatnio będąc w Hufcu wdałam się w bardzo interesującą rozmowę z jednym z naszych instruktorów. Temat ten dotyczył właśnie funkcji przybocznego. Na ogół jest tak, że taki przyboczny w drużynie dorasta i często przejmuje funkcję po swoim drużynowym (ten wychowuje swojego następcę). I to jest dla nas normalne. Niegdyś było tak, że gdy przyboczny osiągnął pełnoletność lub po prostu nabrał harcerskiej wiedzy zostawiał drużynę i zakładał swoją. Takie przypadki zdarzają się także dzisiaj, jednak częściej, albo nasza droga harcerska wygląda tak, że jesteśmy w DH, później DHS i DW. A jak w którejś z nich pełnimy funkcję, to z czasem ją zdajemy i w najgorszym wypadku odchodzimy w „stan spoczynku”.
W zależności od potrzeb drużyny i jej liczebności w drużynie jest 1, 2 bądź 3 przybocznych. Na ogół więcej się nie spotyka (kadra nie może zdominować harcerzy). Tak się składa, że w 5DHS jest nas dwoje (ja i Mikołaj). To jest idealny układ. Zaleca się również, aby w drużynach koedukacyjnych jeden z przybocznych był innej płci niż drużynowy. Inny punkt widzenia jest tutaj niezwykle cenny w pracy z młodzieżą. U mnie tak jest. Ja na to nie narzekam, a dogadanie się z płcią przeciwną nie sprawia mi większego problemu.
Przyboczny to też harcerz. I o tym nie należy zapominać. Tak, jak dbamy o rozwój naszych harcerzy, tak przyboczny nie powinien zapominać o sobie. Mam na myśli zdobywanie stopni harcerskich i instruktorskich, a także kursy, szkolenia. Sama niestety o tym zapomniałam. Już zdążyłam posmakować harcerstwa, dlatego z dużą przykrością stwierdzam, że zaniedbałam ten element …….. stopnie. Miałam taki etap w mojej działalności, że niemal mogłam przenosić góry, nagle coś się zepsuło. Zauważyłam, że ten problem dotyka wielu młodych ludzi (w pewnym momencie coś zanika, powolutku gaśnie) a w takich sytuacjach dobrze by było, gdyby ktoś się tym zainteresował. A któż jak nie drużynowy ? to on chyba ma na nas najsilniejsze oddziaływanie. Często potrzebna jest motywacja, która jest nieodzownym elementem w pracy z harcerzami bez względu na pion metodyczny.
W najlepszym dla mnie czasie otworzyłam sobie próbę ma stopień instruktorski (PWD ŕ przewodniczka) byłam wtedy w trakcie zdobywania stopnia harcerskiegoŕ samarytanki. Później miałam przestój. Nadal jestem w trakcie zdobywania tych obu stopni. Jednak mam nadzieję, że niebawem uda mi się zamknąć samarytankę, a jestem na dobrej drodze. Już myślę o HO jednak nie wiem, jak to będzie wyglądało w praktyce. W tym roku mam maturę, co mnie specjalnie nie cieszy. Niestety, w dalszym ciągu nie znalazłam „złotego środka” na pogodzenie harcerstwa ze szkołą, co znacznie odbija się na moich stopniach. Jak to wszystko wyjdzie – okaże się w kwietniu.
Jesteś świeżym drużynowym? Zastanawiasz się nad swoim przybocznym? A może nie wiesz jak z nim postępować. Jak Twoje wątpliwości jeszcze się nie rozwiały, teraz masz możliwość to nadrobić. Autor wyróżnia etapy pracy z przybocznym. Pozwolę sobie je umieścić.
Etapy pracy z przybocznym
Wprowadzenie ( pierwsze zbiórki) – drużynowy zapoznaje przybocznego przed każdą zbiórką ze szczegółowym jej planem, przydziela proste zadania, wspólnie omawiają przebieg zbiórki.
ň
Poznanie możliwości (następne miesiące) – drużynowy daje przybocznemu coraz bardziej samodzielne zadania, udziela szczegółowych, praktycznych wskazówek, w przypadku trudności dyskretnie pomaga, ustala, jakie zdolności ma przyboczny.
ň
Pomocnik z ograniczonymi możliwościami (kolejne miesiące) – w tym okresie przyboczny powinien nabrać pewności siebie i pewnej rutyny.
ň
Koniecznie obóz (po pierwszym roku pracy) – nie wolno pozbawiać przybocznych przyjemności, które daje harcerstwo. Będąc z sobą 24 godziny na dobę, drużynowy i przyboczny lepiej się poznają. Czas obozu należy wykorzystać na zdobywanie przez przybocznego nowych umiejętności, realizowanie prób na sprawności i stopnie.
ň
Pomocnik do wszystkiego (po pierwszym roku pracy) – drużynowy wspólnie z przybocznym ustala przebieg zbiórki, bierze udział w planowaniu pracy drużyny. Przyboczny otrzymuje coraz trudniejsze zadania. Drużynowy podsuwa materiały programowe, prasę harcerską, pomaga w przygotowaniu się do zbiórki.
ň
Ostatni szlif (ostatni rok pracy) – przyboczny przygotowuje plany zbiórek, samodzielnie je prowadzi.
ň
koniecznie na kurs ( po drugim roku pracy) – przyboczny bierze udział w kursie drużynowych, przygotowuje się do zdobycia pierwszego stopnia instruktorskiego. Jeszcze ostatni wspólny obóz i ….
ň
Następca – drużynowy wychował drużynowego, który może być jego następcą, może również założyć nową drużynę.
A teraz drodzy przyboczni zastanówcie się, na jakim etapie jesteście? Możecie być równie mocno zaskoczeni jak ja…wiele etapów przeskoczyłam, do wielu już nie wrócę. I kolejny przykład, że z każdym przybocznym drużynowy pracuje indywidualnie. A jak już podjęłam ten temat.
Bardzo ważną (przynajmniej dla mnie), jak nie najistotniejszą rolę stanowi kontakt drużynowego z przybocznym. Bywa tak, że przełożeni nie wiele wiedzą o swoich podwładnych, czy tak być powinno? Otóż nie! Drużynowy wprowadza przybocznego w życie harcerskie. Jest on liderem, często także naszym autorytetem – tym samym uczy swojego podopiecznego jak się nim stać. „Przy nim nabierze doświadczenia, nie tylko w pracy z dziećmi, ale i w pracy nad sobą.” Harcerze zapytani o to, co znaleźli w harcerstwie, najczęściej odpowiadają – przyjaciół. Uważam, że właśnie takie relacje powinny panować między przybocznym a drużynowym. Słowa, które pozwolę sobie przytoczyć mówią chyba same za siebie: „Dobrze się poznać, to znaczy zaprzyjaźnić, a tego nie osiągnie się przygotowując czy przeprowadzając zbiórkę. Drużynowy powinien zabierać swojego przybocznego do kina, teatru, zapraszać do siebie. A przede wszystkim powinien z nim rozmawiać, niekoniecznie o harcerstwie czy szkole. Także o zainteresowaniach, o miłości, o książkach i ludziach, którzy wywarli na nas silne wrażenie, o swoich poglądach na świat…”
Drużynowi, do dzieła, rozmowa nic nie kosztuje, a często jej nam brakuje;-)
Pełniąc jakąkolwiek funkcję należy liczyć się z tym, że od tej pory będzie się na świeczniku. Tak, jak dotychczas patrzył(a)eś na swoich przełożonych, tak teraz na Ciebie patrzą inni, przede wszystkim harcerze. Naszym zadaniem jest świecić przykładem i być dla harcerzy a nie obok nich.
Patrycja Zawłocka, przyboczna 5DHS „LEŚNI”
PS. Być przyboczną to FAJNA sprawa 😉

Nabór robiłam w maju i czerwcu żeby przygotować szkolę i dzieci do tego że gromada zacznie działać w wrześniu. Nabór był w formie dwóch zbiórek ale nietypowo zuchowych. Pierwsza to „Podróż na Hollywood” a druga zbiórka to ”Ćwierćland”
Żyjemy w jednym kraju, a jednak możemy mieć zupełnie inne warunki pogodowe. Myślę o naszej “malej rodzinie” wolontariuszy, z którymi widziałem się na seminarium w Amboise, małym miasteczku na wschodzie Francji. Wspaniale było znów spotkać się w prawie 50 – cio osobowej, międzynarodowej grupie. Z niektórymi miałem okazje po raz pierwszy zamienić kilka zdań w języku francuskim. Niesamowite jest to, jak szybko można nauczyć się mówić w obcym języku, kiedy sytuacja zmusza do posługiwania się nim codziennie, od rana do nocy. Osoby, które jeszcze we wrześniu nieśmiało dukały “bonjour” pod koniec listopada prowadza już w miarę swobodna konwersacje.
Jakiś czas temu odwiedziłem Victora, Hiszpana (Galijczyka), który tez jest wolontariuszem, podobnie jak jego współlokatorzy – Marianna, Greczynka oraz Alexandro, Wloch. Mieszkają oni w Redon, które znajduje się kilkadziesiąt kilometrów na północ od Nantes. To miasto szczyci się swoim opactwem – L’Abbaye Saint-Sauveur – które dało początek miastu już w IX wieku, przez które to miast obecnie przebiega trasa pielgrzymki do Santiago de Compostella.
Do Krakowa dojechałam jak zawsze w 2,5 godziny, tam wsiadła taka pewna kobieta, która przez resztę drogi do zakopanego tylko jadła i spała, ale nie dziwie jej się, bo było strasznie nudno. W pewnym momencie zachciało mi się herbaty, więc poszłam do bufetu. Nie lubię miejsca, w którym oddziela się jeden wagon od drugiego, są tam dwie pary drzwi i platforma, która ciągle się rusza. Strasznie boję się tego miejsca, ponieważ uwalnia się tam moja straszna wyobraźnia. W momencie otwierania pierwszej pary drzwi nadwyrężyłam sobie mięsień, co mnie bardzo zezłościło. Dojechałam na miejsce około 14. Od razu poszłam zobaczyć, o której mam powrotny pociąg, ale po przejrzeniu rozkładów pociągów doszłam do wniosku, że szybciej będzie jechać autobusem do Krakowa, a potem pociągiem do Warszawy. Poszłam zobaczyć, o której mam autobus.
Na wstępie chciałabym od razu zaznaczyć, że przed wejściem na salę kinową byłam nastawiona na obejrzenie zupełnie innego filmu i może stąd wzięła się moja niechęć do „W pogoni za rozumem”. W trakcie oglądania bowiem odezwała się feministyczna część mojej natury i zaczęła usilnie przekonywać mnie, że tytułowa Bridget Jones jest za głupia nawet na blondynkę. 
Tęsknić, marzyć, potrzebować… To uczucia nam tak bliskie, choć bardzo byśmy chcieli żeby były dalekie. Nie zawsze można mieć to, czego się chce. Nie zawsze do końca życia będziemy mięli przy sobie bliskich. Niestety często przychodzi taka biała postać z kosą, odwiedza, zabiera, nie zwraca… Szkoda, że jak przyjdzie i zabierze, często tych bliskich niestety, to już nie może ich oddać, nie może nawet na kilka minut pożyczyć. W jakiejkolwiek okoliczności by nie przyszła, to zawsze jest niechciana, jest nieproszonym gościem! Śmierć…