Rychu III – powrót do szkoły

To był dziwny dzień… Pan Kaktusiński z własnej woli zszedł piętro niżej, wyposażony w półlitrową butelkę, zadzwonił do drzwi sąsiada z tak szerokim uśmiechem, że aż migdałki było mu widać. – Witam, panie Uczepiński! Jak zdrowie, jak żona?
– Czego pan u licha… To z mety, czy prawdziwy Sobieski?
– Z mety, ale wyśmienity… No więc, ja do pana mam sprawę…
– Ależ zapraszam do środka. Marysiu, wyjmij kieliszeczki…

Czytaj dalej...

Ryszard i Kaktusiński – pierwsze starcie

„Gdzie jest ten jełopa?” – zastanawiała się Kaktusińska. Od 15 minut czekała na Ryszarda na parkingu pod hufcem. Jakby miał się spóźnić, to chyba by w końcu zadzwonił? Powiedział, że przyjedzie po nią punktualnie o 19.00 i pojadą do niej do domu, gdzie Rychu miał poznać jej rodziców. Tymczasem potencjalny zięć pana Kaktusińskiego się spóźniał…

Czytaj dalej...

Obcy w Hufcu

O tym, co wydarzyło się w samochodzie, pruderia autorki oraz szacunek dla pruderii czytelnika nakazuje milczeć. Istotny natomiast jest fakt, że przemiły Ryszard na stałe wpisał się w życiorys Kaktusińskiej. Jak mówi mądre przysłowie – „nie oceniaj człowieka po jego dresie”. Nasza bohaterka okazała się być wymarzoną partnerką dla kierowcy czarnego BMW.

Czytaj dalej...

Replika Słuchawoja Uczepińskiego

To, co w nim znalazłem w Waszym piśmie tak mną wstrząsnęło, że zmuszony jestem napisać ten list. Otóż jedna z Waszych redaktorek opisuje tam naszą rodzinę. Przez co staliśmy się znani otwockim harcerzom. Co najgorsze Kaktusińscy mają tyle tupetu, że przedstawiają nas w niekorzystny oraz (proszę mi wierzyć) kłamliwy sposób.

Czytaj dalej...

Koszmar Młodej Kaktusińskiej

W związku z nadciągającymi nieubłaganie wakacjami, pewnego słonecznego popołudnia Kaktusińscy zasiedli przy stole. Na stole leżała sterta folderów i ofert biur podróży. Stół chwiał się i stukał w podłogę. Sąsiad z dołu stukał w swój sufit. Chyba kijem od szczotki. Ciekawe, na co mu szczotka na kiju?

Czytaj dalej...

Kaktusińscy na wakacjach

Nadchodziło lato. Do mieszkania Kaktusińskich nadchodził pan Kaktusiński z gazetą w ręku. Z błyskiem wyższości w oku minął drzwi znienawidzonego sąsiada, zastanawiając się przy tym, czy w akcie zemsty nie nalać mu czegoś do dziurki od klucza, ale przypomniał sobie, że jest w końcu kulturalnym człowiekiem i to on występuje tu jako ofiara dziwactw sąsiada.

Czytaj dalej...

Kaktusińscy wypowiadają wojnę światu

Kaktusińscy nie są konfliktowi. Aby jakoś zażegnać spór – nie trzaskają szafkami, wszystkie stołki mają takie fikuśne zabezpieczenia – już lepsze to, niż sąsiad stukający kijem od szczotki w sufit. W związku z tym – aby nie drażnić delikatnych uszu współmieszkańców oraz za ich wyraźną groźbą… tzn. prośbą – Kaktusińscy całą rodziną zaopatrzyli się w zalecane przez sąsiada obuwie.

Czytaj dalej...